[TERRARYSTYKA] Jak się za to zabrać - poradnik literata

Odchodzimy na chwilę od tematu literatury. Oto autor tego zacnego bloga będzie się chwalił swoim drugim najfajniejszym hobby, które zajmuje mu do czterech godzin dziennie. I, jak już wszyscy wiemy, chodzi o zwierzęta. O wszelkiego rodzaju zwierzęta, nawet o takie, których nie widzimy w mieszkalnych warunkach, ale jednak są. I jest fajnie, chociaż czasami chciałbyś błagać zamiast awansu o dodatkową dobę na oporządzenie ich na tip top.




To naprawdę druga rzecz po literaturze, którą uwielbiam i nienawidzę jednocześnie. Gdzieś na podium plącze się jeszcze gotowanie z pieczeniem, ale zdecydowanie wenę na to ostatnie mam tylko w miesiącach z dobrymi warzywami i owocami. Terrarystyka jest cały rok, zwłaszcza od kiedy odpalili w stolicy co trzymiesięczne bodajże giełdy, dzięki którym nie muszę za długo szukać rzeczy w necie. Raz wsiadam w pociąg i kupuję zapas wszystkiego na trzy miesiące. Torf, jedzenie, suplementacja. W lutym, tydzień po szpitalu, wyszłam z giełdy z trzema terrariami, żabą rogatą i morzem pierdół, na które poszło zbyt dużo kasy. No dobra. WYSTARCZAJĄCO.

Nie chcę w poście gderać i wymądrzać się na tematy terrarystyczne, bo zaczęłam się w to bawić rok z kawałkiem temu, ale przez ten czas nauczyłam się kilku ważnych rzeczy, o których po prostu muszę napisać, bo wiecznie będę się czuła niespełniona. Nawet teraz, kiedy co akapit zerkam na olx, bo wypatrzyłam faceta w naszym mieście, który po wspaniałych cenach sprzedaje rośliny do akwarium. W to mi graj.

Po pierwsze i najważniejsze - terrarystyka jednak nie jest tak popularna jak akwarystyka czy gryzonie i już musisz wziąć to pod uwagę. Czasami, o wybranym gatunku, w internecie nie będzie tak wiele informacji, jakbyś potrzebował na przykład do porównania niektórych faktów i mitów. Google nie zaprowadzi cię za rączkę od strony do strony i tak aż do dziesiątej karty. Bardzo często to już na trzeciej karcie przestanie wyszukiwać interesujące cię tematy. Problematyka ta jest o tyle poważna, że w momencie zainteresowania się zwierzakiem, zeżre cię cholera, że nic nie wiesz. Jedni mówią, by hodować tak, inni, że wręcz przeciwnie - w zupełnie inny sposób. Dotyczy to różnic w czasie podawania suplementacji, jak i, w przypadku fitofagów, pokarmu roślinnego. Przynajmniej te dwie rzeczy na samym początku sprawiały, że czułam się jak debil. To jak? Młodym kumakom podawać suplementację raz w tygodniu czy przy każdym posiłku? "Musisz wyczuć" - przeczytałam kiedyś na forum i tego się trzymam. Żabki dostają witaminy raz w tygodniu, a wapń z praktycznie każdym posiłkiem.
A jakie są skutki olania niektórych problemów? Skutki lenistwa, które nie odbiją się na człowieku, a na zwierzęciu - niżej pokazuję, chociaż jest to dla mnie bardzo trudne. Pod spodem widzicie post z wielką tragedią w postaci żółwia. Jaki jest żółw, każdy widzi. Jaki powinien być - myślę, że każdy z was wie.
Zdjęcia należą do OTOZ ANIMALS WARSZAWA
Klikając bodaj w zdjęcie lub w podpis, zostaniecie oddelegowani do postu o tym żółwiku. Więcej na ten temat dowiecie się właśnie ze strony OTOZu.

Na stronach fundacji, nie tylko związanych z żółwiami, jest pełno takich sytuacji. Istnień, które zostały prawie zakatowane na śmierć przez niedbałość człowieka. I żeby nie było, że bronię zwierząt jak wariat - nie mam siły mówić o tym, co człowiek robi drugiemu, małemu.
Zakończę smutną informacją, że w komentarzach jeden z czytelników postu stwierdził, że jak można odebrać komuś ukochane zwierzątko... Ukochane, ale że jak? Na śmierć?

Wychodząc delikatnie z tych smutów, liczę, że skierowałam waszą uwagę na podstawową czynność, która doprowadzi nas do zakupu zwierzęcia. Lektura. Dogłębna lektura, psychiczne przygotowanie na każdą ewentualność. Mamy pełną wiedzę o gatunku? Wiemy, z czym go się je, oczywiście w przenośni? Idziemy dalej. Myślimy, czy możemy pozwolić sobie na upragnionego zwierzaka? Jaki mamy metraż i jaki budżet? Nie mówię tu o wyprawce, a o całokształcie wydatków przez całe życie zwierzaka. Ceny wahają się różnorako, warto do nich dodać wizyty u weterynarza. Tak, własnie. Bardzo ważnym podpunktem, o jakim trzeba pomyśleć, jest odpowiedni lekarz. Nie możemy iść z gadem do pierwszego lepszego, bo takie zwierzęta nie są ich zakresem działania. Nie mają wystarczającej wiedzy, a czasami i chęci. Wielokrotnie przekonałam się o tym, że lekarz jest niezwykle istotny. I to blisko, żeby w kilka chwil załatwić odpowiednią i profesjonalną pomoc.

Postraszyłam? Czasami tak mam. Nie chcę jednak od razu wszystkich zniechęcać, a przestrzec. Sama chucham i dmucham na moje zwierzęta, starając się codziennie urozmaicać im jakkolwiek życie. To bardzo ważne. Dlatego poniżej zamieszczę wam w punktach najważniejsze wytyczne, których sama się trzymałam, kupując pierwsze takie zwierzę. Teoretycznie był to chomik, praktycznie - lissachatina fulica, czyli najpopularniejszy gatunek ślimaka afrykańskiego. Olbrzyma, zakazanego w niektórych krajach przez jego zbyt potężną ekspansywność.

1. Poszukiwania
Zaczęło się standardowo. Od zoo. Anna stwierdziła, że mogłaby mieć węża. Ba, że by bardzo chciała, na co ja skrzywiłam się niemiłosiernie. Bo wiecie, czym to się karmi, jak wtedy pomyślałam. MYSZKAMI. Biednymi, białymi myszkami, czasami i oseskami, maleństwami. Z jednej strony i ja byłam zafascynowana tymi stworzeniami, ale z drugiej... Jasna cholera, toż to okrucieństwo!
Wracając z zoo, siedziałam godzinę na telefonie i guglowałam w sumie pierwszy raz pojęcie: terrarystyka. Rok temu nie miałam o tym takiego pojęcia, jak mam dzisiaj, bowiem do tego słowa przyszły skojarzenia takie jak terraria i pająki. W pewnym momencie odkryłam ślimaki - ogromne skorupkowe kartofelki, które czasami są wielkości małego kotka. Podekscytowana, zapytałam An, czy mogę mieć takiego ślimaka.
- Chyba cię popieściło.
To była cała odpowiedź.

2. Doczytywanie gatunkowe
W pewnym momencie An jednak mi uległa i pozwoliła na jednego ślimaka. Szperałam po internecie w poszukiwaniu odpowiedzi, czym jest achatina-ślimak afrykański. Przeleciałam całe YT, przeleciałam internet, trafiłam też na stronę o ślimakach, która do tej pory niestety nie chce się otworzyć. W końcu - trafiłam na grupę na FB, która jest częścią składową wszystkich terrarystycznych grup na tym portalu i zatraciłam się bez reszty. Poznałam, co mogą jeść, a czego nie mogą. Poznałam też poszczególne podgatunki i wybrałam ten, z którym na pewno dałabym sobie radę - lissachatinę fulicę.

3. Warunki bytowe
W terrarystyce mamy półśrodki, dobre środki i chujowe porady, po których zwierzak może nawet odejść w zaświaty. Jeżeli mówię półśrodek, to mam na myśli zamiana terrarium na plastikowy box z odpowiednio zrobią wentylacją. Jeżeli mówię dobre środki, to mam na myśli sporą i odpowiedzialną inwestycję w sprzęt dla zwierzęcia - terrarium z bogatym wnętrzem, przed nim odpowiednio mniejszy pojemnik (dla maluchów, np gekonów), odpowiednie lampy, stworzenie własnej, dobrze prosperującej hodowli karmówki. Jeżeli mówię chujowe porady, to mam na myśli takie pieprzenie jak puszczanie żółwi czy legwana zielonego luzem po domu. Bo przecież to jest DUŻE i nie mieści się w terrarium, no i wygląda jak pies. Najwięcej przykładów mogę podać na temat ostatnich porad, ale się ograniczę. Przytoczę jeszcze powód, dla którego tak wiele trzeba czytać na temat swojego nowego zwierzęcia. Aktualnie mój żółw, którego w końcu nazwałyśmy Tea, czyli herbatka, przebywa na dworze i ma dostęp do najlepszego źródła UV - słońca. Jednak na zimę strzelamy jej ogromne terrarium, a wraz z nim musimy zapewnić jej odpowiednie lampy - promiennik ciepła, lampka, która oświetla terra i lampę imitującą promienie słoneczne. Szukałam przez kilka tygodni czegoś ekstra, aż trafiłam na żarówkę specjalistyczną, z którą dość ciężko jest się obchodzić. Chodzi mi o Ultra Vitalux, której moc wynosi 300W. I powinno się nią naświetlać zwierzę maksymalnie 10-15 minut dziennie. Dla niektórych bezpieczna odległość od żółwia na przykład wynosi 70cm, a dla niektórych 100cm. Niektórzy wydłużają jej czas działania, inni wręcz przeciwnie. Jako człowiek zapobiegliwy, wybiorę osobiście wysokość około 90cm, ale przyznam, że kilka godzin zajęło mi w pełni pojęcie tego, jak niebezpieczna może to być rzecz, a jednocześnie - jak istotna.

4. Kupno zwierzęcia
Mamy gatunek wybrany, więc szukamy, szukamy, szukamy. Osobiście, ale nie zawsze, polecam giełdy terrarystyczne - a raczej odbieranie zwierząt z tychże giełd. Nie zawsze kończy się to dobrze, zwłaszcza przez temperatury i problem z przewiezieniem nowego domownika, ale jest to najlepszy sposób, by mądrze wybrać pierwsze zwierzę lub zwierzęta (moim drugim zakupem były dwa kumaki, które są rewelacyjnie inteligentne). Wysyłkę zwierząt, czy to kurierem, czy to PKP (pocztą wysyłam np ślimaki), polecam w przypadku właśnie owadów, mięczaków, roślin. Wiem, że ludzie wysyłają tak pająki, gady, jednakże ja nie jestem do końca przekonana, jeżeli chodzi o przewóz dłuższy niż kilka godzin. PKP? Jasne, to wydaje się najlepszym pomysłem. Niemniej jednak - polecam giełdy i kilka sklepów online. Lista będzie w kolejnym poście z tej serii, którą chyba połączę z najbardziej ogarniętymi miejscami dla terrarystów.
I teraz kilka ciekawostek, których warto przestrzegać:
a) jeżeli zdecydowaliśmy się na zwierzę z dokumentami CITES, musimy pamiętać o papierach i o tym, że bezsprzecznie należy takie zwierzę zarejestrować w naszym urzędzie,
b) dajmy zwierzęciu odpocząć przez kilka dni, nie stresujmy go. Niech zaraz po przywiezieniu do domu ma swoje miejsce,
c) nie panikujmy (jak ja), że zwierzak pierwszego dnia nic nie zjadł. Jeżeli sytuacja będzie się wydłużać, pobierzmy próbki kału do badania dla weterynarza. Nawet i gdyby zwierzak jadł, to warto zapoznać się ze swoim nowym lekarzem,
d) stwórzcie zeszyt, w którym będzie opisywać stan zwierzęcia miesiąc po miesiącu. Osobiście ślimakom mierzę muszlę i ważę je, patyczakom i modliszce numeruję wylinki, a kumakom zapisuję momenty, w których dodawałam do karaczanów suplementację.

5. Upadki i radości
Przy żółwiu panikuję. Przy kumakach, jeżeli bardziej ospałe niż zwykle - panikuję. Ogólnie jestem typem panikary, więc każde zwierzę, które zachowuje się inaczej niż się zachowywało, jest dla mnie w danym momencie cholernie ważne. Szukam sposobu na pomoc, ewentualnie płaczę, ale wiem, że mogę polegać na wiedzy innych z tego zakresu - wchodzę więc do neta i szukam, szukam, szukam odpowiedzi na swoje codzienne pytania.
I jest naprawdę dobrze.

Terrarystyka to świetna zabawa i powód do obcowania z naturą. Dzięki temu zrozumiałam wiele rzeczy - nie mam oporów przed skarmianiem węży, nauczyłam się nieźle trzymać pęsetę i bardziej lubię zwierzęta niż lubiłam. I chodzi mi tu o chodzenie do lasu, w którym jest od cholery pająków. Ach, mówiłam, że mam nadzieję, iż kiedyś ta pasja wyleczy mnie z arachnofobii? Już mam na oku skakuny...


Komentarze

  1. Fantastyczne zainteresowanie, zupełnie coś innego niż nasze chomiki szczurki :) Ale też i ile wiedzy i odpowiedzialności potrzeba do takiej hodowli :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz