[PISANIE] Lekcje (nie)wychowania seksualnego z Chaudière - warsztaty pisarskie


  W inicjatywach dobra jest Angie. To ona działa w sieci dość szeroko, jeśli chodzi i o pisanie i o wszystko, co z pisaniem jest związane. To ona bierze udziały w konkursach – mnie się najzwyczajniej w świecie nie chce, poza tym moje krótkie formy zazwyczaj opiewają na dziesiątki tysięcy znaków i jakoś niespecjalnie wyobrażam sobie stworzenie czegoś na powiedzmy pięć tysięcy. To ona także  zgłasza się do wydawnictw i portali w sprawie współpracy recenzenckiej – ja nie mam na to czasu (i w tym życiu chyba mieć nie będę). Wreszcie to ona rozsyła swoje teksty, od wierszy, po felietony na różnorodne strony, magazyny, szortale i inne takie, o których ja nawet nie mam pojęcia. Aha – różne warsztaty i wykłady, te online i stacjonarne, również są jej inicjatywą. Naprawdę jestem z niej dumna. 
A ja? 

Obnoszę się z określeniem leniwego autora. Kontynuacje moich powieści się piszą, kilka opowiadań się kończy i trzeba przyznać, że tempo mam zawrotne. Nie wiem, czy mnie czasem kolejne dziesięciolecie zastanie. Pocieszająca perspektywa, prawda? No, ale mówią, że wszystko jest do czasu. 
Ten czas chyba właśnie nadszedł. 
W lipcu skończyłam trzydzieści lat. Jeszcze zanim to się stało, zaczęłam pisać dla siebie krótki tekst o wdzięcznej nazwie „Just 30”. 



Poniżej macie częściowy w niego wgląd. Nadal go nie skończyłam, oczywiście, bo doszłam do tematu moich osiągnięć literackich i nie mogę się zdecydować, jaki czas im przypisać. Trudne sprawy. Na szczęście z wymienieniem ich nie mam problemu.
Niespodziewanie pewnego dnia, w sumie całkiem niedawno, moje lenistwo zaczęło żyć własnym życiem. Stwierdziło, że ma mnie w szczerym poważaniu, dłużej ze mną wytrzymać nie może i sobie po prostu idzie. W tym przypadku też mnie to nie dziwi, bo ze mną żyć wcale nie jest łatwo. Odkąd sobie poszło, spoglądam melancholijnie na wygodne łóżko, na którym rozkłada się w najlepsze pachnąca proszkiem do prania (ewentualnie płynem do płukania, trudno określić) pościel w starodawne wzorki. 
Tylko spoglądam. 
Przyszło mi sypiać po średnio pięć godzin. Ale wiecie co? Brak lenistwa jest tego wart. 
Dlaczego tylko tyle? Bo doba wciąż jest o dobę za krótka, teraz tylko jeszcze bardziej. Mianowicie mam kilka postanowień. Niemalże noworocznych. Skoro kwiaty można dawać bez okazji i pić tequilę bez okazji, to i postanawiać można bez okazji. A już tym bardziej działać!
Szkoda stron na wymienianie tego wszystkiego, bo w pewnym momencie odechciałoby się Wam czytać. Najważniejsze jest to, że zwyczajnie szkoda czasu. Powtarzam sobie te dwa słowa za każdym razem, kiedy się waham, kiedy się nad czymś zastanawiam, i kiedy ogólnie mam jakiś mega życiowy problem. Szkoda czasu na picie złej herbaty. Szkoda czasu na czytanie kiepskich książek. Szkoda czasu czekać z deserem na poobiedzie. Szkoda czasu na trudne sprawy. Szkoda czasu na… I tak dalej. Wierzcie mi, wahanie mija niczym z bicza strzelił. 
Jednym z moich postanowień jest wykorzystanie swoich umiejętności. Podobno posiadam takowe, między innymi jeśli chodzi o pisanie erotyki. Sceny w „Na jej rozkazy” okrzyknięto (jeszcze nieoficjalnie) najlepszymi scenami seksu w Polsce. Fajnie, bardzo fajnie. Cieszę się, że ludziom podoba się mój seks. 
Dlaczego by więc tego nie wykorzystać?
Z tej myśli narodziły się warsztaty pisania scen erotycznych. My, Polacy, jesteśmy w większości wycofani, jeśli o to chodzi. Wzbraniamy się przed przyjemnością (w literaturze!), jakby to było coś zakazanego. A tu tabu nie istnieje! I to właśnie (pewnie, że nie tylko!) zamierzam przekazać i pokazać tym, którzy dołączają do specjalnie w tym celu stworzonej grupy. 
Dlaczego lekcje?
Bo lubię alternatywne szkoły, ha, ha. A tak poważniej – warsztaty będą w formie lekcji. Zaczynamy trzynastego sierpnia. Na samym początku będziemy spotykać się online i czas każdej lekcji będzie przeciągnięty tak, aby każdy zdążył wziąć w niej udział. Oczywiście podstawowe materiały „szkoleniowe” zbierzemy i opublikujemy tutaj, aby wszyscy mieli do nich później dostęp. Jednak czytanie tych lekcji będzie nieco różniło się od uczestniczenia w nich, to jasne. 
To, czy uczestnicy czegoś się na nich nauczą, zależy między innymi od tego, co potrafią teraz. Właśnie jestem na etapie zbierania próbek tekstów wstępnych – żeby mieć do czego porównywać efekty. Dodajmy jeszcze „dobrowolny przymus” skupienia się na danym temacie i uczestniczenia w ćwiczeniach i powinno być okej. Na tyle okej, żeby później czytelnik nie dostał zawału, a jeszcze najlepiej się podniecił. Ot co!
Wiem, że wałując temat seksu do znudzenia, będziemy się wszyscy razem świetnie bawić. Wiem też, że uda nam się coś z tego stworzyć, że mnie uda się stworzyć rzeszę ludzi piszących naprawdę dobre erotyki. Mamy ich w Polsce tak mało… A już z pewnością nie będziecie ani się śmiać, ani płakać na tych scenach. Co najwyżej możecie liczyć orgazmy – i nie zapomnijcie się wtedy tą wiedzą ze mną podzielić! 
Rekrutacja jest i będzie otwarta cały czas, jednak uprzedzam – kto dołączy do nas po trzynastym, będzie nadrabiał zaległości w koziej ławce. Powodzenia!

Komentarze

Prześlij komentarz