[PISANIE] Risercz, robisz to dobrze!

Pomyślałam, że nie będę wam pisać za dużo o dwudziestych urodzinach, co najwyżej wrzucę wam w tym tygodniu kilka przemyśleń związanych z okrągłą rocznicą. Ale potem. Najpierw coś, co mnie od kilku dni bardzo męczy w kontekście pisania. Doszłam do momentu w powieści, a także w opowiadaniach na rozliczne konkursy, że bez riserczu dalej nie ruszę. Bez sprawdzenia z czym się je to, co sobie w główce umyśliłam, mogę co najwyżej zrobić z siebie debila. A tego bym nie chciała. I żaden z was na pewno nie. 




Ja wiem, że  pisanie dla wielu osób kojarzy się głównie z samą czynnością, jednak - sama odkryłam to niedawno - pisanie pisarza z ciebie nie czyni. O pisarstwie możemy mówić jak o pracy, w momencie kiedy zaczniemy sprawdzać to, o czym piszemy. Będziemy robić to dobrze, a nie na odwal się,  co jest bardzo częstym zjawiskiem. Żeby jednak wiedzieć, o czym się pisze, warto przeanalizować pół biblioteki, którą macie najbliżej. Internet i ludzie też są jak najbardziej pomocni. Ci ostatni zwłaszcza. 

Nie żeby to był jakiś obowiązek. Na studiach, na poetyce, dostałam pracę domową: Dopisz dalsze losy Holly ze "Śniadania u Tiffany'ego". Wystylizuj język, to twoje zadanie. Jeżeli chodzi o fabułę, to wystrzel stukniętą Holly nawet w kosmos. Innymi słowy literatura ma może nie mieć granic, ale moim zdaniem, jeżeli popędzimy w krainę fantazji, to czytelnik - prędzej czy później - będzie miał nas za totalnych ignorantów. 
Przykładem jest Michalak, oczywiście, bo w jej książkach zbyt często można znaleźć takie najróżniejsze smaczki, którym brak piątej klepki, a wszystko to wynika z jej niedouczenia. Chyba trzy felietony czytałam na temat jej Bezdomnej i tego, w jaki sposób porusza tamtejsze tematy. Chodzi oczywiście o krzywdzące stereotypy, które utwierdzają czytelnika w przekonaniu, że takie jest życie. A chyba o to chodzi w obyczajach, aby te chociaż odrobinę kształtowały w miarę normalne postawy. Chyba. Przynajmniej mi się tak wydaje. 

Z "Bezdomną" taki jest problem, że ma w sobie wszystko to, co najgorsze dla osób chorych psychicznie i kobiet w ogóle. Autorka wyżej wspomnianego artykułu, który specjalnie znalazłam i przeczytałam po raz kolejny, opisuje to tak dobrze, że nie muszę wtrącać swoich trzech groszy, dlatego przekazuję wam jej spostrzeżenia. I trudno się z nimi nie zgodzić, zwłaszcza kiedy chodzi o fragment przytoczony,  opowiadający o rzeczach dziejących się w szpitalu psychiatrycznym:  

Mogłam za to do woli ryczeć, kląć i ciskać tym, co miałam pod ręką – do momentu gdy mnie obezwładniono i przypięto pasami do łóżka. Gdy stawałam się bardzo uciążliwa, na przykład wyłam jak potępieniec, zamykano mnie w izolatce, nagą, przywiązaną do metalowego stołu, i polewano wodą, nie powiem, wcale zimną, dotąd, aż umilkłam. Milkłam dosyć szybko, bo na przemian z napadami manii miałam napady depresji tak głębokiej, że potrafiłam jedynie spać i gapić się w sufit. Całymi tygodniami.
Co ty tu robisz, kobieto?! – pytałam sama siebie. I natychmiast dostawałam odpowiedź... Zrywałam się wtedy z łóżka, doskakiwałam do okratowanych drzwi, zaczynałam walić w nie pięściami, aż krew tryskała na białe ściany, i wyłam: – Wypuśćcie mnie! Muszę je odnaleźć! Muszę odnaleźć moje maleństwo! Wypuśćcie mnie!!!
Ryk alarmu, wykręcone ręce, zastrzyk w ramię i... było po maleństwie, a ja – znów cicha i spokojna – mogłam dalej kontemplować szpitalny sufit.
Byłam strzeżona w dzień i w nocy, niczym jakaś cholerna Szeherezada, bo śmierć za to, co zrobiłam, to łagodna kara. Pilnowano mnie więc, bym odpokutowała jak trzeba. Sześć długich, cholernie długich miesięcy za kratkami... Przy czym w więzieniu przysługiwałoby mi prawo do odwiedzin, dostawałabym paczki, wychodziła na spacer, do biblioteki, może nawet na przepustki. Tam, w psychiatryku, byłam pozbawiona wszelkich przywilejów.
Jeżeli nie znaleźliście w tym tekście niczego dziwnego, to odsyłam was (tak, ostatecznie) tutaj. I automatycznie łapię się za coś łatwiejszego i bardziej mi znanego, czyli obyczaje lepszych autorów. Jednym z takich pisarzy jest Natasza Socha, która wydała w okolicy świąt swoją kolejną książkę. W powieści jej bohaterka posiadała zwierzątko terrarystyczne, była to łotopałanka karłowata. A ja, jako że kocham zwierzęta hodowane w terrariach, wiem o nich bardzo, bardzo wiele. Uderzył mnie więc fakt, że zwierzę tak silnie stadne jest w książce trzymane w pojedynkę i w klatce, pod stołem. Zwierzaki te potrzebują możliwie wysokiej klatki (dla dwóch, trzech osobników wymiary to 100x50x80cm!). Niemożliwe, by takie mieszkanko zmieściłoby się pod stołem - to jasne, że musiało być o wiele za małe. Łotopałanki to zresztą drobinki i z łatwością mniejsze osobniki mogłyby się  przecisnąć przez kraty. Nie wspominam już o tym, jaką dietę trzeba im zapewnić. Suszony świerszcz nigdy nie jest tym prawdziwym świerszczem.
I może większość z was uzna, że jestem pieprzonym krejzolem na punkcie zwierząt. Może jestem, bo nie lubię robić im krzywdy, zwłaszcza zwierzętom terrarystycznym. Chodzi mi i tak bardziej o pisanie - kiedy piszesz, jesteś zobowiązany do pisania prawdy, która nie robi ludziom wody z mózgu. To szczegół, ale wiele mówi o pisarzu. To szczegół, ale jakże istotny w procesie tworzenia.

Drugą  sprawą, przez którą risercz jest jak zbawiciel, jest umieszczanie jakiś faktów z realnego życia bez ich dokładniej znajomości. Przykładem są książki, w których czytam bzdury o dawnych latach i kręcę głową. Kiedy czytam powieść historyczną, to chcę czytać z odpowiednim tłem. Nie lubię fantasy w takich gatunkach. Tam nie powinno go być. Po to są inne historie. 
I trzecia sprawa  kręci się wokół tego, że po riserczu, odpowiednim i poważnym, jesteś w stanie pisać prawdziwe. Niejednokrotnie dobre autorki, poczytne pisarki na FB pytają o taką czy taką osobę, szukając rozwiązania danego problemu w fabule. Poszukują pomocy przy opisach, o których nie mają takiej wiedzy jak specjaliści. Takie przygotowanie pozwala jeszcze lepiej nakreślić wydarzenia i bohaterów. Bez niego postacie mogą być papierowe, a opisy - nie dość  dobre. No proszę was. Kto opisuje koncert orkiestry synchronicznej, nie mając pojęcia, jak ona wygląda i jakie wrażenia powoduje?

Ostatnio kilka osób przeraziło się tym, jak wygląda moje szukanie faktów faktycznych, ale zapewniam was, że nie ma w tym nic strasznego. Owszem, trzeba poświęcić temu czas, i owszem - czasami można oszaleć. Jest to jednak gra warta świeczki, dlatego napiszę wam kilka słów na temat tego, jak szukać upragnionych skarbów w świecie. 

1. Ludzie w świecie offline i online
Ludzie są najważniejsi. Serio. Warto z nimi rozmawiać, nawet wtedy, kiedy strasznie męczą, kiedy narzekają, kiedy marudzą i grożą, że odbiorą sobie życie. Jestem masochistką i bardzo przyswajam sobie smutne historie innych, ale dzięki temu mam motorek do pisania i coraz to więcej pomysłów. To ludzie uświadamiają mi - ci na żywo i ci w internecie - że jakiś zabieg źle opisałam, że źle dobrałam słowo. Pomagają mi, a ja w zamian za to pomagam im z tekstami. To rodzaj mojego ulubionego riserczu, moja ulubiona droga. Bo wiąże się to z kontaktami z ludzikami.  A ja strasznie to lubię. 

2. Strony z ciekawostkami 
I to taka ciekawostka. Kiedyś był wysyp różnych platform typu kwejk, są też takie z historyjkami, niesamowitymi, niemożliwymi. Facebook jest nimi zalany i czasami wpadam do takich miejsc, czytam i wymyślam niesamowite historie na nowo. Zmieniam konwencję i bohaterów. Szukam pomysłów.  Konfrontuje je później z rzeczywistością. Wiąże się to w dużej mierze szukaniem inspiracji, ale to także ogarnięcie tematu. Na swój zabawowy sposób. 

3. Obrazki. Obrazki. Kochajmy obrazki
Tutaj sprawdzam, czy dobrze zbudowałam kawalerkę bohaterce. Ogarniam najnowsze  trendy, zwłaszcza jeżeli piszemy coś obyczajowego i dla młodzieży. Nie wystarczy tylko pisać po młodzieżowemu, warto ogarniać, co w trawie piszczy. Dzieciaki bardzo szybko teraz dorastają... No nie, dorastały wcześniej, biorąc pod uwagę, że czternastolatka miała już nierzadko dziecko. Z tym więc możemy podyskutować. No właśnie... 

4. Fora i dyskusje
Najfajniejsze miejsca do poznania człowieka od dupy strony. No, od dupy strony, bo czasami ludzie są  w necie totalnie fałszywi, ale wy nie musicie tego sprawdzać czy dociekać. Ale jedno zdanie, jedna myśl może stworzyć wam pierwsze zdanie, pierwszy rozdział i pierwszą powieść. Czasami zdarzy się ktoś bardziej ogarniający temat i rzeczywistość i wtedy warto, po konfrontacji z innymi źródłami, z tego skorzystać. Ale lepiej....

5. Profesjonaliści 
...wybrać ludzi od razu ogarniętych. Wśród nas jest masa ciekawych ludzi, którzy mają wiele pasji i znają się na danym temacie. To ważny dla mnie punkt, bowiem dzięki temu zaczęłam doceniać moich ziomków z internetu i podwórka. Mają wiedzę, której ja nie mam. I to pomaga mi pisać. To oni piszą ze mną, służąc poradą i wsparciem. Macie problem z opisem koncertu? Z opisem tego, jak wygląda praca nad książką, nauka na studiach, praca w restauracji?  Rozejrzyjcie się i zobaczcie...

6. Świat dookoła nas
Wielki i wspaniały. Patrzmy, czy czasem nie będziemy mogli znaleźć odpowiedzi na nurtujące nas pytania dotyczące fabuły, z którą nie umiemy sobie poradzić. Czasami podczas wypadu na miasto dowiadujesz się rzeczy, których nie spotkasz w internecie.
Tak. Da się.

7. Własne doświadczenie
Czasami wiemy o czymś i czasami to coś zapominamy. Nie pamiętamy, że jako dzieciaki byliśmy mistrzami podwórka, zapomnieliśmy, jak to jest być dzieckiem. Małą dziewczynką i małym chłopcem, a zdarzają się teksty, w których to dziecinność gra pierwsze skrzypce. I jak to fajnie ogarnąć? Przypomnieć sobie. Wszystko przypomnieć. Natychmiast.
Wasze życie jest przecież naprawdę ciekawe.

Angie ~

Komentarze

  1. Gdy pomyślę, ile czasu tracę na sprawdzanie szczegółów, to mam ochotę nazwać się idiotką. Przeciętne roczne wynagrodzenie w 1985 roku... mogłam napisać, że milion, zakładając, że część czytelników nie pamięta, część nie wie, a wszyscy i tak mają to w tyle. Ale nie, ja znowu sprawdzałam.
    A potem przeczytałam w pewnej książce, że w małej mieścinie do trupa przyjechał patolog! Ech, życie...

    OdpowiedzUsuń
  2. O! Proszę :> Szczere mówiąc, planuję post na podobny temat tyle tylko bardziej przedstawić to od strony czytelnika, Bezdomna od Kejti też jest u mnie na celowniku, ale oprócz tego Rok w poziomce i przeszczep szpiku w ciąży <3 A do napisania owego postu po prostu striggerowało mnie to całe "Ale, panie, no, jezu, toż to nie jest reportaż! TO JE FIKCJA!" i własnie bardziej na tej fikcji planuję się skupić - niestety materiał wciąż z błędami merytorycznymi zbieram (już kilka zacnych przykładów mam, ale to jeszcze nie wsio), więc jakby co... jakbyś coś miała więcej, to wiesz gdzie mnie znaleźć :> A co do Twojego riserczu, to świetnie, że nie skupiasz się na kamerce internetowej ustawionej w jakimś skandynawskim mieście i artykułach w necie, bo, cóż... pójście na łatwiznę jest proste, a pokazanie swojej wiedzy jest wysoko punktowane w oczach czytelników, no, w moich jest :P Ty masz przykład z tym zwierzątkiem, ja mam taki z Witkiewicz "Moralność Pani Piontek", tam pojawił się wątek z dziewczyną, która coś tam pokręciła z akademcem, a że obracam się w uniwersyteckim środowisku, to od razu zauważyłam mankament... http://leonzabookowiec.blogspot.com/2015/07/5-moralnosc-pani-piontek-czyli-jak.html w recenzji jest wsio - trochę trudno mi screeny wkleić tutaj, dlatego podaję link, ale ogólnie... Strasznie mnie wówczas to zdenerwowało, bo wystarczyło sprawdzić w internecie i jednego z głównych wątków szlag, by nie trafił. Dla mnie wszelkie błędy tego typu to brak szacunku do czytelnika, o...

    OdpowiedzUsuń
  3. 7. punkt, piękny! Czasem gdy poznaje ludzi zmuszam ich by opowiedzieli mi historyjkę z dzieciństwa :) ludzie mają czasem takie przeżycia, że książkę można pisać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo, bardzo ciekawy temat poruszony w ciekawy sposób. Zainteresował mnie przykład Michalak. Nie znam jej książek, ale znam opinie o nich i dla świętego spokoju nie sięgam po jej prace. Znam natomiast nieco rzeczywistość szpitala psychiatrycznego i ręce mi opadły po przeczytaniu fragmentu. Nie sądziłam również, że w związku z jej książkami rozpętała się afera. Aż mi się jej ciut zrobiło żal, bidulka, chciała sobie po prostu pisać, nie używając do tego mózgu. O rzetelności w zawodzie pisarza jest ostatnio głośno, szczególnie za sprawą Pana Mroza, który w kwestii braku jakiegokolwiek riserczu wiedzie chyba prym :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pewnie, że cenię książki dopracowane w każdym calu, jednak nie czepiam się zbytnio jakiś niesprawdzonych szczegółów, przyjmuję je jako takie zafalowanie rzeczywistości, które przecież może się zdarzyć. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety mam alergię na głupoty :)

      Usuń
  6. Zgodzę się z Bookendorfina, że lubimy dopracowane książki w każdym calu, ale czy możemy mieć pretensje do autora o to, jak daleko się posunął w swojej fantazji albo jak bardzo się pomylił, czy też zakłamuje rzeczywistość? Autor może odpowiedzieć bezczelnie, że najwidoczniej nie jest to książka dla nas i nie dla nas Ją napisał. Owszem, chwali się książki i filmy powstałe z doświadczenia pisarza czy reżysera, ale to nie jest wyznacznik dobrej literatury czy też filmu. Dlatego mamy tak dużo gatunku i rodzaju literatury. Raczej po Twoim wpisie nasunęło mi się inne pytanie, a mianowicie: czy należy wspierać każdy rodzaj pisarstwa? Ciągle w Polsce wałkuje się temat wolnych mediów i wolności słowa zatem jeśli iść tą drogą, to może zróbmy też miejsce na nisze, błędy, próby, wielkie wzloty i upadki. Każdy tekst znajdzie swojego fana, jak i wroga.

    P.S Nawet w literaturze faktu czy reportażu, znaleźć dziś można odrobinę bajkopisarstwa...

    Dlatego należy czytać książki tylko te, które odpowiadają naszym gustom. Od zawsze czytam tylko te, które chcę i jeszcze nigdy się nie zawiodłam :P

    Pozdrawiam, Helen

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka dopracowana - to książka idealna. Niestety czasami trafiam na takie, które nie trzymają się "kupy".

    Na szczęście nie mam ciągotek do pisania książek - uff, przecież to tyle pracy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to, zjawisko zbyt częste!

      Zazdroszczę! Czasami chciałabym tego nie robić :D

      Usuń
  8. Bardzo ciekawy post, super, że ktoś poruszył ten temat. Sama lubię zasięgnąć różnych źródeł nim o czymś napiszę. Często czytając powieść, sprawdzam sobie i wyjaśniam kwestie które mnie dziwią albo, które są dla mnie średnio wiarygodne. Oczywiście powieść to także rozrywka i warto o tym pamiętać, czasem lepiej przymknąć oko niż psuć sobie zabawę. Wszystko z umiarem oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego napisałam post jako pisarz - nie poruszyłam kwestii tego, jak czytelnik to odbiera :) Pisanie powieści wiąże się z pewnymi obowiązkami, bo nie chcę, by bloger psuł opinię książki, ponieważ ma pełno nieprawidłowości :)

      Usuń
  9. Research zdecydowanie bardzo ważny. Sam się łapie czasem na tym, że tonę w researchu, a wpis na bloga stoi odłogiem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Masz na pewno rację w kwestii zbierania informacji na temat tego, o czym się piszę, aczkolwiek jest jeszcze jedna ważna kwestia, która, przynajmniej dla mnie, wydaje się dużo ważniejsza. Nie każda książka musi być historią zbudowaną na badaniach zewnętrznych, gdyż niektóre z pozycji, które cenię najbardziej charakteryzują się właśnie werystycznym opisem dekoracji wewnętrza autora. A do tego potrzebne są nieco inne narzędzia, czyli rozwój intelektualny, rozpostarcie swojej świadomości na coraz szersze aspekty rzeczywistości, zrozumienie struktury tego jak wygląda rzeczywistość w miejsce dość wygodnej mimesis. To zrozumienie wydaje mi się szczególnie ważne, gdyż w przypadku osiągnięcia biegłości w poruszaniu się po paradygmacie funkcjonowania człowieka w świecie można bez obawy wyrzucać z siebie kolejne zdania, które, przesiane przez własną wrażliwość, będą ciekawiej wybrzmiewać. To takie zdobycie wiedzy apriorycznej, która staje się podestem, z którego rozciąga się płaski horyzont zdarzeń do wykorzystania. Tak sobie o tym myślę, aczkolwiek, niewątpliwie do tej sfery należy poznanie świata w taki, czy inny sposób.

    Kuba

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetnie ujęte meritum w punktach. Zgadzam się, że jeśli autor pisze tekst, osadzając fabułę w jakiś realiach świata, to niezależnie od tego czy to będzie epoka kamienia łupanego czy wiktoriańska, czy może lądowanie na Marsie, albo urlop na podbeskidzkiej wsi, pewne fakty z tym związane powinny być urealnione i poparte wiedzą na ten temat. Oczywiście tego i zwłaszcza tego "co mi w duszy gra", czyli wiedzy natchnionej, u autora nie powinno zabraknąć :). Cenię pomysł oraz teksty, w których widać profesjonalne podejście do tematyki i pewną pokorę. Cenię autorów, którzy są otwarci i potrafią mówić o odczuciach oraz o przekazie tekstu w dyskusji. Ewa

    OdpowiedzUsuń
  12. Nieskładność fabuły nie boli mnie tak bardzo, jak na przykład niecelowe błędy które wynikają z braku zrobienia rozpoznania. Albo przekłamywanie o wyglądzie miejsc, szczególnie, jeśli w nich byłam i wiem o co chodzi

    Pozdrawiam
    toreador-nottoread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz