[OPOWIADANIE] Środek nocy 6#

Tekst opóźniony - szpital miałyśmy. 
Oczy takie zue. 
Niedowidzenie jeszcze gorsze, ale niedługo wracamy!



– Kurwa – podsumował.
– Kurwa – powtórzyłam.
Oboje ponownie oparliśmy się o pralkę.
– Jesteśmy w czarnej dupie – powiedział.
– Ty jeszcze nie – pocieszyłam go. –  Masz tydzień.
– Ty też masz tydzień – przypomniał. – A potem zmienisz się w zombie, które będzie chciało mnie pożreć.
– Ohyda.
– No.
– Właśnie – zwróciłam się do Demona. – Dlaczego my stracimy zdolność myślenia w takiej postaci, a wy ją macie?
– Bo wy jej nigdy nie mieliście – stwierdziła istota. Okej, to było chamskie. – Nigdy nie dostrzegaliście tego, co ważne, nie potrafiliście cieszyć się tym, co posiadacie. Wasz umysł nie jest zatem przystosowany do jakiejkolwiek ewolucji.
– Rozkład nazywasz ewolucją? – zapytałam sceptycznie.
– Aby zobaczyć, co się miało, najpierw trzeba to stracić – powiedziało Coś.
Świetnie. Szkoda tylko, że tak radykalnie.
– Musimy się naradzić – powiedział Stach i zaraz po tym wyciągnął mnie z łazienki.
Zaczął chodzić po mieszkaniu jak opętany.
– Co ty robisz?! – syknęłam.
– Szukam luster, gdzie masz jeszcze lustra?
– No w sypialni, ale Stach! Ja umrę!
– Nie umrzesz – wywrócił oczami. Wypuścimy to, tylko…
– Tylko co?
Podszedł do mnie bardzo blisko i przytulił.
– Tylko musimy ustalić plan działania, tak, żeby to coś nas nie usłyszało – szepnął mi do ucha.
Spojrzałam mu w oczy. Mówił poważnie. Może to nie taki głupi pomysł? Alkohol wyparował, trzeba było podjąć jakieś rozsądne działanie. Pogawędka z Demonem z lustra na pewno się do tego nie zaliczała.
– Okej – zgodziłam się. – W sypialni i przedpokoju.
Stach skinął głową.
– Otwórz balkon. I poszukaj tych małych pochowanych w torebkach czy tam kosmetyczkach.
Bez słowa przeszłam do pokoju i otworzyłam drzwi balkonowe, nawet nie zastanawiając się, co on zamierza. I tak umierałam, nie?
– Zabijesz kogoś! – wrzasnęłam, kiedy zobaczyłam, jak mój przyjaciel tacha pokaźnych rozmiarów lustro z przedpokoju.
– I tak umrą – stwierdził, podszedł do balustrady i wypchnął niezadowolonego Demona z czwartego piętra. Otrzepał ręce. – Jeśli w kogoś trafię, wyświadczę mu przysługę – powiedział i wrócił po toaletkę stojącą w sypialni.
Nie protestowałam. Miał rację, przed chwilą myślałam o tym samym. To, co działo się teraz, było niczym koszmar, który wywoływał u mnie nadmierną potliwość nocną. Radio RMF, które nadal grało, bo żadne z nas go wcześniej nie wyłączyło, wygrywało teraz kawałek Michaela Jacksona – Will You Be There. Pocieszające. Chociaż przed śmiercią posłuchamy króla. Poszukałam lusterka w torebce, a potem tego w kosmetyczce (geje to jednak znają się na rzeczy) i poszłam w ślady Stacha – wyrzuciłam je przez okno. Starałam się przy tym nie wyobrażać sobie, jak moje lusterko uderza jakąś miłą staruszkę w oko. Naprawdę się starałam.
Kiedy skończyliśmy, to znaczy kiedy już Stach wypchnął toaletkę – taki chudy, a taki silny – usiedliśmy przy stole w kuchni. Definitywnie brakowało nam wina. Patrzyliśmy na siebie w milczeniu przez długą chwilę. Romantycznie, wyłączając okoliczności. Niczym para kochanków na pierwszej schadzce.
– Co teraz? – zagadnęłam, pozbywając się głupich myśli odnośnie mojego przyjaciela geja. Nic to dziwnego, Stachu miał penisa, a kobiecie potrzebne było czasem porządne rżnięcie, bez względu na to, jak bardzo by się tego wypierała.
– Wypuścimy to i zabijemy – powiedział tak po prostu.
Wybałuszyłam na niego oczy.
– Jak to ZABIJEMY?
– No normalnie, Hel. Nigdy nikogo nie zabiłaś?
– Nie? – zamrugałam powiekami. – A ty??
– Nie, w sumie też nie – westchnął. – Ale widziałem na filmach, to nic trudnego, wystarczy wcelować w odpowiedniej miejsce.
– U ludzi – zauważyłam. – A jak to się ma do Demonów?
– Przecież to rzekomo nasze odzwierciedlenie?

Zamyśliłam się. Nie, żebym była alkoholiczką, ale znów pomyślałam z tęsknotą o brakującym w tym momencie winie. Świat byłby bardziej różowy, a perspektywa śmierci jakoś… łagodniejsza. Wierząc słowom tego Demona, wcale nie musieliśmy umierać. Wystarczyło tylko zgodzić się na ich warunki. TYLKO. Nie były takie złe, przecież… Nadal bym pracowała (to akurat szkoda), wyglądała jak wyglądam, nie licząc dziury w brzuchu, a szczerze mówiąc tęskniłam za jego zwartą, płaską powierzchnią, słowem – prowadziłabym takie życie, jak dotychczas. Stach też. Jedynie nasza rzeczywistość by się odrobinę zmieniła. Po ulicach, oprócz ludzi, chodziłyby demoniczne istoty nie z tego świata, mimo że uparcie twierdzili, że SĄ z tego świata. Pracowaliby z nami, tak sądzę, bo przecież rząd by ich raczej nie utrzymywał – obojętnie z której strony na nich nie spojrzymy – to najeźdźcy. Niech sobie radzą sami, nie? Co prawda, w razie gdyby głodowali z powodu braku pieniędzy, mogliby pożreć jakiegoś bezdomnego czy bandytę… Taka forma pomocy obywatelskiej... Co oni w ogóle jedzą? Jednak to już szczegóły do ustalenia, na pewno nie z nami, szarymi szczurami korporacji. Na marginesie mówiąc, wcale się za takiego nie uważałam, to określenie to wyłącznie społeczna łatka.
No, to nie taka kiepska perspektywa… Zważywszy na fakt, że możemy stać się bezmózgą masą zombie–podobnych stworów i żreć siebie nawzajem. Ewentualnie żreć zwierzątka, a potem siebie nawzajem, bo przecież zwierzątka kiedyś się skończą. Z dwojga złego, postawiłabym na opcję pierwszą. Tylko Stach coś kombinował.
Spojrzałam na niego, kiedy wstał. Zaczął przeszukiwać kuchenne szafki.
– Szukasz noża nie do masła? – zapytałam nieco zgryźliwie.
– Zabawne – mruknął pod nosem, nie odrywając wzroku od zawartości największej z kuchennych szuflad.
– Kondomów tam nie znajdziesz, nie przyglądaj się tak wnikliwie.
– Będziesz mi to teraz wypominać do końca życia? – zapytał.
– Żebyś wiedział. Ale nie martw się, to może trwać tylko tydzień – pocieszyłam go. – Poza tym poniekąd jestem ci wdzięczna. – Stach zatrzymał się i zerknął na mnie podejrzliwie. – No, wiesz, niecodziennie rycerz, zamiast na białym koniu i z mieczem, ratuje damę z opresji, stojąc w skarpetkach i z nożem do masła w ręce…
Uchyliłam się, gdy wycelował we mnie rolką ręcznika papierowego.
– Skup się może na naszym planie – powiedział ponuro.
– Hm, to może mi go przedstaw? – zaproponowałam.
– To proste, Hel. Wchodzimy tam, wypuszczamy go, a kiedy odwróci się do nas plecami, atakujemy. Jesteśmy takiej samej postury…
– No, nie do końca – przerwałam mu. – Ja mam cycki.
Spojrzał na mnie oceniająco.
– Nie widzę większej różnicy.
– Ha, ha – warknęłam.
– Ale skoro się upierasz, to ja mam penisa. Postury wyrównane.
Zmarszczyłam brwi.
– Co racja, to racja – stwierdziłam. – Też nie widzę różnicy.
Stach obrzucił mnie wzgardliwym spojrzeniem, a ja pokazałam mu język.
– Wracając do tematu, jako że jesteśmy PODOBNEJ postury, ty rzucisz się na jego plecy i poderżniesz gardło, a ja, wtedy kiedy go sobą obciążysz, prześlizgnę się do przodu i wbiję mu nóż w serce.
– Po pierwsze – powiedziałam, sięgając po największy nóż kuchenny w tym domu – to ona. I dlaczego to ja mam się jej rzucać na plecy? Nie zauważyłeś może tego drobnego szczegółu, że ona ma skrzydła?
– Właśnie dlatego – stwierdził. – Jesteś węższa w ramionach, wślizgniesz się pomiędzy nie, nawet tego nie zauważy. Poza tym do poderżnięcia gardła nie trzeba takiej siły, jak do wepchnięcia ostrza między żebra.
Okej, w duchu przyznałam mu rację, chociaż niechętnie.
– Dobra, a po drugie… Stach, czy Demona na pewno da się zabić kuchennym nożem?
Wzruszył ramionami.
– A masz lepszy pomysł?
Pokręciłam głową. Zaczynał mnie drażnić ten brak pomysłów. Chyba rzucało mi się na mózg.
– Ale… – zatrzymałam go w półkroku. – Gdzie ty chcesz schować noże?
– W spodnie. Swój też wsadź za pasek. Przecież nie zamierzałem tam wejść i pomachać jej nim przed nosem!
– Chwała – mruknęłam. – Stach? – zatrzymałam go znów. Wywrócił oczami. – Fajnie było się z tobą kumplować – szepnęłam.
Mój przyjaciel przyglądał mi się przez moment, po czym wrócił się i przytulił mnie.
– Z tobą też, Hel. – Ucałował mnie w policzek i poszedł do łazienki, a ja posłusznie podreptałam za nim.

2 komentarze:

  1. Przeczytałam ten wpis, chociaż powinnam zacząć od początku, ale to nic. Zaraz to nadrobię ;) Super napisane. Zapraszam do mnie http://13hacks.blogspot.com/2017/02/8-zimowy-niezbednik-czyli-jak-przetrwac.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma to jak zacząć czytać historię od środka, haha. Ale powiem ci, że mnie zaciekawiłaś :D

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na blogu

Copyright © 2014 #GorszySort , Blogger